Piaski Wielkopolskie

Restauracja hotelu Talarczaka.

14 września 1937, godzina 19.20

 


 Marian Szpyrka wyszedł z domu po chleb zaraz po obiedzie, ale ponieważ żona dała mu na zakupy całe 20 złotych postanowił, że niekoniecznie reszta, jaka mu została, powinna trafić do kieszeni małżonki. Przez otwarte okno restauracji Talarczaka docierały do nozdrzy wabiące zapachy piwa ostrowskiego. Opanowały go pewne wątpliwości. Z jednej strony pojawiła się wizja pani Janki Szpyrkowej, która do najdrobniejszych nie należała, z drugiej jednak brzdęk uderzanych o siebie kufli brzmiał w jego uszach jak najsłodsza melodia. Opanowanie pokusy wymagało silnej woli. Marian Szpyrka nigdy nie uważał się za silnego człowieka. Kilka godzin później brzuch Mariana być co prawda zdecydowanie bardziej spęczniały, jednak jego kieszeń całkowicie pusta. Siedział smętnie bawiąc się mazaniem palcem po mokrym blacie stolika. Wolał choć trochę wytrzeźwieć przed nieuchronnym spotkaniem z Janiną Szpyrkową i elementem sprzętu kuchennego, który na pewno ma już na niego przygotowany.

- Można się przysiąść? – z zamyślenia wyrwał go cichy głos. Należał do dobrze ubranego człowieka w szarym płaszczu.

- A co nie można? Można. Ino, że ja zara ide – Szpyrka wskazał miejsce przy stoliku, przecierając rękawem miejsca, gdzie rozlało się piwo, po którym teraz pozostało jedynie wspomnienie.

- Już? A ja chciałem zamówić kolejkę, żeby samemu nie siedzieć – nieznajomy mówił z typowym dla Wielkopolski śpiewnym akcentem, ale raczej jej południowo zachodniej części niż gostyńskiego. – Daniel Kucharski, jestem. Dopiero co przyjechałem.

- No to mnie się już nie spieszy – ochoczo zgodził się Szpyrka.

Już po chwili mógł kontynuować delektowanie się efektami pracy ostrowskich browarników, a wizja żony czekającej w drzwiach z wielką, drewniana chochlą odeszła w niepamięć. 

- Sporo tu ludzi do was przyjeżdża – zagadnął przybysz.

- A ostatnio sporo – przytaknął Szpyrka ochoczo, chcą się jakoś odwdzięczyć za półlitrowy kufel. A jako że czasem pomagał przy hotelu, to miał spora wiedzę – Na ten przykład wczoraj do hotelu … przyjechało dwóch gości. Najpierw pan Jan Gębicki, a po nim pan Jan Dominicki. Dzisiej rozpakowało się znów dwóch gości. Adam Postronek i Eugeniusz Sitko. Kupcy. Chyba zez wschodu gdzieś, z lwowskiego, bo śmiesznie zaciągają. 

- Widzę, że pan umiesz rozpoznać po akcencie skąd kto jest?

- Po czym? A po mowie. Pewnie. Na froncie z wieloma ludźmi człowiek miał do czynienia. A pan jesteś od nas, z Pyrlandii, ale gdzieś z północy. Z Piły na ten przykład.

- No to rzadka umiejętność – roześmiał się Daniel Kucharski. – A pozostali dwaj? Jakim ich pan przypisze regionom?

- Znaczy skąd som? Ten Dominicki, to jakby trochę mówi, jak mój serdeczny kolega Bodko, taki cwaniak z Warszawy. A pan Gębicki… No wiesz pan, że tak nie do końca wim. Może on trochę Ślązok? Ale wie, pan – Szpyrka zawahał się przez chwilę – w sumie to coś dziwnego widziałem w hotelu…

Przerwał, bo nagle w sali restauracji zapadła cisza. Gwar rozmów zamarł jak ucięty nożem. W drzwiach wejściowych ukazał się zarys potężnej postaci, która trzymała coś w ręce. Przez chwilę stała nieruchomo, po czym ruszyła w stronę ich stolika.

- Ło Boże, moja Janeczka… - wyszeptał z przerażeniem Marian Szpyrka patrząc na kobietę, która niczym zjawa zbliżała się ku niemu z uniesioną ręką.

BGK

Do etapu ulicznego zostało...

Start etapu ulicznego: Saturday, October 13, 2018 11:11 36 dni

Odwiedza nas

Dziś3
Wczoraj5
Tydzień53
Miesiąc174
Total59510

Who Is Online

1
Online