Piaski Wielkopolskie. 

Park przy szpitalu na Marysinie.

21 września 1937, godzina 23.09


Wrzesień tego roku najpierw zaskoczył ulewami, by nagle, w drugiej połowie miesiąca przynieść pogodę przypominającą najbardziej upalne dni lata. Wieczory i noce pozostały jednak chłodne. Stojący pod potężnym dębem zasadzonym chyba jeszcze zanim pojawił się na tym miejscu pierwszy z braci bonifratrów, którzy postanowili wybudować szpital, zacierał z zimna ręce. Miał około czterdziestu lat, ale zdążył już całkowicie wyłysieć. Wyjął papierosa, włożył sobie do ust i sięgnął po zapałki, kiedy nagłe uderzenie w tył głowy spowodowało, że papieros spadł na mokrą od rosy trawę. Odwrócił się wściekły, chcąc odpłacić żartownisiowi, ale natychmiast spotulniał. Jego leżący spokojnie w kieszeni płaszcza nóż sprężynowy, nie miał szans celującym w serce wylotem lufy Mausera C96. 

- Ogień w takich ciemnościach, baranie? Chcesz, żeby wszyscy nas widzieli?

- Ja tylko…

- Nie obchodzi mnie „co tylko”, Hans. Nie mam zamiaru wpaść przez twoją głupotę – mężczyzna schował pistolet do kieszeni płaszcza. Zsunięty na czoło kapelusz zasłaniał połowę twarzy. Druga przykrywała ciemna jedwabna chusta. Łysy mężczyzna nie mógł dojrzeć nawet centymetra kwadratowego twarzy przybysza.- Otrzymałeś informację o spotkaniu i konieczności przygotowania pewnych informacji…

- Jawohl, herr…?

- Nie interesuj się moim nazwiskiem, bo skończysz z dziurą w głowie w pobliskiej rzeczce. My nie ufamy nikomu. Nawet naszemu koledze, czy sami sobie. Taka zasada.

Głos mężczyzny był tak zimny, że Hans poczuł mrowienie na plecach. Nie było żartów. To nie jakiś partyjny działacza NSDAP, który wpadł, by tworzyć struktury gotowe funkcjonować po zajęciu tych kresów wschodnich przez III Rzeszę i fuhrera.

- Mam dane, które udało mi się zdobyć z księgi meldunkowej i obserwacji – Hans sięgnął po kartkę i zaczął czytać. – Spośród osób, które pojawiły się Piaskach w ostatnich dniach są to: Jan Dominicki, lat 36. Kawaler. Przyjechał w sprawach służbowych. Jego firma jest zainteresowana nawiązaniem współpracy ze stadniną Karłowskiego.

- Jaka firma? – przerwał człowiek w kapeluszu.

- Nie udało mi się tego ustalić. Za mało czasu mieliśmy. 

- Dalej!

- Daniel Kucharski. Lat 30. Jest tu przejazdem. Mówi, że jedzie do rodziny na Śląsk, ale zatrzymał się, żeby pooglądać okolicę i podreperować zdrowie u braci bonifratrów. Kolejny to Jan Gębicki, lat 42. Również przyjazd służbowy. Jego firma szuka zbytu dla produktów medycznych.

- Dalej!

- Adam Postronek, lat 57 i Eugeniusz Sitko, lat 43. Oboje pochodzą z powiatu stanisławowskiego i prowadzą tam małą fabryczkę.

- Jak się nazywa?

- Nie wiem, ale chyba coś z branży spożywczej, bo kontaktowali się gostyńską hutą w sprawie słoików.

- Co z Karłowskim?

- Przeważnie jeździ po Polsce. To bardzo aktywny człowiek. W Piaskach na pewno będzie 13 października. Będzie mówił na wiecu o roli prądu elektrycznego w unowocześniania miast i wsi. 

- 13 października mówisz, Hans – zastanowił się przez chwilę. – Muszę mieć wszystkie informacje o tym wiecu. Godziny, miejsce, zaproszeni goście i tym podobne. I jeszcze jedno… Ty, Hans, jesteś z Piasków?

- Jest nas tu już tylko kilkudziesięciu Niemców. Ale nie jest łatwo. Wyjechało do Niemiec prawie 150 osób. Pastor Päschke jest lojalny wobec państwa polskiego, a on ma duży wpływ. Nas, narodowych socjalistów nie jest wielu…

- Ale znasz tu wszystkich. Jest taki jeden pijaczek, co za dużo widział… Jest za głupi żeby zrozumieć, ale nie chcę żeby za dużo mówił. Pojutrze o tej porze chcę mieć od ciebie informację, że nikomu już nic nie powie. Zrozumiano?

Hans kiwnął głową i mocnie ścisnął sprężynowy nóż w kieszeni płaszcza. Czasy na jakie czekał zbliżały się szybko.

BGK

Do etapu ulicznego zostało...

Start etapu ulicznego: Saturday, October 13, 2018 11:11 36 dni

Odwiedza nas

Dziś3
Wczoraj5
Tydzień53
Miesiąc174
Total59510

Who Is Online

1
Online