Piaski Wielkopolskie. 

Dworzec kolejowy

22 września 1937, godzina 19.45

 

Marian Szpyrka wysiadł z pociągu i przeciągnął się. Trasa z Gostynia do Piasków była zbyt krótka, żeby się zdrzemnąć, a jemu już zdecydowanie chciało się spać.

Jego serdeczny przyjaciel Antoni, który wynajmował kawalerkę w Gostyniu przy ulicy Świętego Ducha zaprosił go na uczczenie kolejnej rocznicy ślubu. Co prawda żona pana Antoniego nie żyła już od siedmiu lat, ale okazja przecież nadal była pierwszej wagi.  Niestety, kiedy ucztowanie trwało w najlepsze, do jeszcze w nikłej części świadomego umysłu Szpyrki dotarł rozpaczliwy błysk resztek zdrowego rozsądku, przypominający o nocnym dyżurze w hotelu pana Stroińskiego. Marian bił się przez chwilę z myślami, ciężko mu było bowiem opuścić ciepłe, gościnne i bogato zastawione pielesze serdecznego przyjaciela. Ponieważ jednak Janina Szpyrka zapowiedziała, że jeżeli znów straci tak ciężko wystaraną pracę, nie będzie miał po co wracać do domu, z bólem serca postanowił opuścić Gostyń i jak najszybciej przedostać się do rodzimych Piasków. Pożyczył od pana Antoniego na bilet kolejowy, bo na piechotę już by nie zdążył na czas, wypił w progu kilka „ostatnich” kieliszków na pożegnanie i smutny ruszył w drogę. Kiedy wysiadał na dworcu w Piaskach czuł, że zimne powietrze wcale nie postawiło go na nogi. Zachwiał się lekko, budząc pełne dezaprobaty skrzywienie twarzy jakiejś podstarzałej przekupki.  Pokazał jej język, poprawił mocno sprany płaszcz i z pełnym rezygnacji westchnieniem poszedł drogą w kierunku hotelu.

Piaski posiadały lampy uliczne, ale nie były na tyle zamożną miejscowością, by zapewnić odpowiedni standard oświetlenia w każdym punkcie. W pewnej chwili Marianowi Szpyrce wydawało się, że w ciemnościach ktoś biegnie za nim, ale kiedy kilka metrów przed nim trzasnęła otwierana furtka, kroki zamilkły. - Może ktoś spieszył się do domu i skręcił we własną furtkę? – pomyślał.  Jego praca w hotelu ograniczała się do stróżowania w godzinach nocnych oraz wykonywania podstawowych prac związanych z utrzymaniem porządku i funkcjonalności urządzeń sanitarnych w dzień. Czasami nawet nocą zdarzyły się awarie. I wówczas mógł być świadkiem wielu dziwnych sytuacji. Jak choćby wtedy, trzynastego września… Dziś jednak oznaczało to jednak możliwość wyspania się do woli.

Wszedł do swojej małej kanciapy, której sporą część zajmowało stare biurko służące jednocześnie jako blat warsztatu stolarskiego. Pod ścianą stały różnego rodzaju miotły i wiadra. Założył wyblakły, niebieski kitel, który dodawał mu powagi i wzmacniał poczucie, że jest „fachowcem” i ruszył na pierwszy i jedyny zaplanowany na dziś obchód hotelu. Wyjął pęk kluczy i zaczął szukać odpowiedniego, by zamknąć swoje królestwo. Oczywiście odpowiedni klucz nie był jakoś specjalnie oznaczony, a jak na złość żarówka w korytarzu przepaliła się. Dopiero za czwartym razem w zamku dało się słyszeć charakterystyczny trzask i wtedy Marianowi Szpyrce wydawało się, że czuje za plecami jakiś ruch powietrza. Nie zdążył odwrócić się, kiedy poczuł ostrze ześlizgujące się po zebrach. Krzyk zamarł mu na ustach. Kolejne ciosy noża zagłębiały się w opadające ciało.

BGK

Do etapu ulicznego zostało...

Start etapu ulicznego: Saturday, October 13, 2018 11:11 7 dni

Odwiedza nas

Dziś5
Wczoraj6
Tydzień75
Miesiąc547
Total59177

Who Is Online

1
Online